Menu Zamknij

Ból recenzenta.

Chętnie dzielimy się wrażeniami z obejrzanych filmów, czy seriali, chętniej tym się dzielimy niż z innymi przeżyciami. A w zasadzie wszyscy jesteśmy krytykami filmowymi. Oglądamy filmy – od urodzenia. Takie pokolenie, Mamy w głowach megabazy ruchomych obrazów, ale – jednak różne punkty odniesienia.

I może dlatego, całkiem często ostatnio słyszę: eee, to jest takie, eeeee  dupy nie urywa.

A ja się pytam: a jakby dupę urwało, to byłoby dobrze było, tak? I potem tak bez siedzenia siedzieć?

Jak będziemy wyglądać po tej kwarantannie jeśli trafi nam się jakiś dobry film?

Zwracam też uwagę też, że w tym powiedzeniu nie ma chirurgicznego cięcia, ale urwanie, czyli akcja nastawiona na wrażenia. I to silne!.

Z estetycznego punktu widzenia także niezbyt to malownicze.

Jest też inny kłopot: jeżeli nam super film dupę urwie, to czy mamy szansę na kolejne świetne filmowe przeżycie?

Jak cieszyć się z atrakcyjnie skonstruowanej fabuły, mając już raz urwany tyłek?

Czy to jest ograniczenie, czy wolność? Czy to jest ból, czy lekkość recenzenta?

Jedna dupa, i tytle możliwości?

A teraz obawiam się polecić jakiś film.