Menu Zamknij

Opustoszało mi miasto.

Opustoszało mi miasto #14

Opustoszało mi miasto / oddech. To nie z mojego powodu opustoszało miasto, nie czuję się winna, ale czasem mam spuszczoną głowę, gdy dmuchnę przed siebie za mocno, gdy powietrze z moich płuc, spotka powietrze drugiego człowieka. I nawzajem. Ale aloha – aloha, aloha

Mój oddech jest twoim oddechem, aloha – nawet jeżeli jesteś setki kilometrów stąd. Powietrze, ten nośnik wielu cudów, mieszanka wielu gazów – nie ulatuje hen w kosmos, zostaje tutaj z nami. W mieście nie ma echa tych tłumów bawiących się na rynku w nocy, podźwięków koncertów dudniących jak bębny przeznaczenia, ani cienia zebrań rozmaitych stowarzyszeń i grup wsparcia, ani pogłosu przepełnionych sal, ani wypełnionych przepowiedni.

Nie ma tego i może nawet nigdy nie było, może wydawało mi się, że w mieście buczy jak w pasiece, dzwoni jak w głowie po nieprzespanej nocy, huczy, jakby wszystkie fabryki otworzyły nagle okna, drzwi i serca zaawansowanej technologii.

Nic z tych rzeczy. Syrena karetki pogotowia tylko od czasu do czasu tnie ciszę na plastry i zostawia je na opróżnionych z innych dźwięków ulicach.

Ale to nie z mojego powodu wszystko ucichło.

Wciąż mam się dobrze i oddycham głęboko – ufając, że oddech drugiego człowieka tylko polepszy naszą sytuację.

To nie z mojego powodu opustoszało miasto,

A jednak, czuję się trochę niepewnie, kiedy tak patrzysz na mnie.