Menu Zamknij

Zamaskowanie – pierwsze 2020 r.

Zamaskowanie  cz. 2 – każdy/każde

Nie ukryjesz przede mną strachu, który przysiadł ci na ramionach i ściszonym głosem wrzuca do uszu przypadkowe informacje. Strzępy zdań wiszą bezładnie w okolicach grzywki. Ja je widzę. Kto jeszcze je widzi? Nie ukryjesz przede mną niepewności, którą przejawia każdy twój krok do przodu i każde cofnięcie przy drzwiach każdego sklepu i każdej apteki. Jednak za każdym razem tam wchodzisz, więc nie ukryjesz przede mną niepokoju przylepionego do wizji niezrealizowanych planów na dziś. Swoich planów. Cudzych planów. Listy rzeczy do wykonania, spisów rzeczy do posiadania. Nie ukryjesz przede mną rosnącego lęku przed nieczystością każdego napotkanego człowieka, przed gestem porozumienia otwartej dłoni, przed nachyleniem głowy w twoją stronę. Ciiiiii. Zaciskasz usta, których nie widać pod maską, ale widzę napięcie w okolicy szczęk, napięcie w zewnętrznych kącikach oczu, napięcie w dłoni, na którą uważnie wylewasz kropelkę płynu antybakteryjnego. Gdyby tylko można było zalać nim cały świat. Nie ukryjesz przede mną tego, że szukasz winnego, szukasz winnych, szukasz winnej każdej obawy, każdej trwogi.

Kiedy schodzę ci z oczu, wiem że twój gniew dosięgnie kogoś innego, ale nie poczujesz ulgi. Nie poczujesz tak długo, aż nie pozdejmujesz wszystkich masek i w nagości wyłuskasz ziarno swojej pierwszej zgrozy i odeślesz ją tam, skąd przyszła.

Skąd to wiem? Jestem naga, naprawdę goła całkiem pod maskami, które próbuje mi przykleić każdy inny.